Cinque Terre - pięć malowniczych miast położonych na skałach

Cinque Terre - pięć malowniczych miast położonych na skałach

najpiękniejsze miejsca we Włoszech
wakacje we włoszech

Cinque Terre

Któregoś razu nasz przyjaciel z Włoch polecił nam miejsce, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. Chodziło o Ligurię i obszar, który nazywany jest Cinque Terre co w dosłownym tłumaczeniu oznacza Pięć Ziem. Nawiązuje to do faktu, iż w nietypowym położeniu na terenie parku narodowego znajduje się pięć niesamowitych miasteczek: Monterosso, Vernazza, Corniglia, Manarola i Riomaggiore. Cinque Terre pobliskie Portovenere i wyspy Tinetto, Tino i Palmaria zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO

Pięć rybackich miejscowości osadzonych jest niemal na skałach. Kolorowe budynki nadbudowane są prawie na sobie. Ulice są wąskie w knajpkach siedzą koty a na wybrzeżu zamiast aut zaparkowane są łodzie. W XIX wieku mieszkańcy doczekali się kolei, która obecnie w łatwy sposób komunikuje Ligurię z resztą Włoch. 

Jak zwiedzać Cinque Terre?

Miasta można zwiedzić podróżując statkiem (kupuje się całodzienny bilet, który na kilka godzin zawozi turystów do każdej z miejscowości) koleją (od której jednak kawałek trzeba dojść) lub na nogach. Miasteczka położone są na terenie parku narodowego trasa spacerowa jest bardzo malownicza.

Oczywiście obecnie miasta nastawione są w dużej mierze na turystykę, nie wiem co dzieje się w sezonie, ale przypuszczam, że może być tłoczno. Znajdziecie tu sporo restauracji, w których polecam skosztować owoce morza lub zupę rybną, która powaliła nas na nogi (w zasadzie był to talerz pysznych skorupiaków w esencjonalnym wywarze). 

Nam nie udało się wynająć apartamentu w samym Cinque Terre a miejscowości obok (Levanto). I przyznam, że był to trafiony wybór. Nasz domek znajdował się gdzieś na terenie parku narodowego. Stara architektura wiejskiego domku wśród dzikiej roślinności była strzałem w dziesiątkę. 

Opowieść o tym jak kiedyś próbowaliśmy się włamać do czyjegoś domu...

Z wizytą w Cinque Terre wiązała się też zabawna historia. Do naszej miejscowości dojechaliśmy koło północy, nie do końca wiedzieliśmy gdzie mamy się udać..mieliśmy wprawdzie współrzędne GPS i enigmatyczną instrukcję, która jednak wyprowadziła nas w krzaki.

Zjechaliśmy z powrotem do miasteczka i zaczęliśmy dopytywać o naszego gospodarza Antonia. Jak to jednak we Włoszech Antonio to imię dość popularne i Antoniów znalazło się ze trzech, żaden jednak nie był naszym landlordem. Finalnie Włosi z pobliskiej knajpki rozszyfrowali o kogo może chodzić. 

Okazało się, że w skrzynce przy agencji turystycznej czeka na nas list z mapą dojazdu...Instrukcja wyglądała niemal jak zadanie dla Sherlocka Holmesa, jednym z jej punktów był kluczowy skręt przy tabliczce B&B. Wyobrażaliśmy sobie neonowy napis albo kolorowy bilbord..nic bardziej mylnego gdzieś w gąszczu drzew - przybita była mała drewniana tabliczka z wyrytymi literkami B&B…wierzcie mi, że o 2 w nocy nie jest to czytelny znak…

To niestety nie był koniec przygód...auto zostawiliśmy na poboczu a sami zeszliśmy w dół ścieżką dalej kierując się instrukcją…gdzieś po drodze pomyliliśmy zakręty i usilnie próbowaliśmy dostać się do czyjegoś domu…(instrukcja głosiła…skręć w prawo przy dużym zielonym drzewie…)

W końcu udało się dotarliśmy na miejsce a nagrodą był widok spokojnego morza oświetlonego przez księżyc gdzieś w gąszczu drzew, chyba jeden z piękniejszych widoków jakie w życiu widziałam.

Miejsca