Jak zachęcić dzieci do chodzenia po górach?

Jerzy Opioła , CC BY-SA 3.0, Jak zachęcić dzieci do...

Jak zachęcić dzieci do chodzenia po górach?

Góry dla małych dzieci

Jak zachęcić dzieci do chodzenia po górach?

Wielu naszych znajomych „zaliczyło” Maciejową z roczniakiem w nosidle..nam się to jednak nigdy nie udało. Co tu dużo mówić nasz syn był ( i wciąż jest) tak energicznym i żywiołowym dzieckiem, że jakiekolwiek usidlenie go w chuście a nie daj Bóg w nosidle kończyło się bardzo wyraźnym sprzeciwem…I owszem podejmowaliśmy próby zaczynając od Doliny Kościeliskiej po inne mniejsze podejścia(szlaki)…w przypadku tej pierwszej nasze odejście kończyło się na oddaleniem się o paręset metrów od kasy biletowej…..Wszystko zmieniło się kiedy syn zaczął mieć 3,5-4 latka, wówczas część tras zaczęła być w zakresie jego możliwości a my wykorzystaliśmy jego żywiołowość do zdobywania kolejnych szczytów. 

Kiedy zacząć chodzenie po górach?

Jeśli macie spokojnego malucha, który chętnie przejdzie trasę w nosidle, ruszajcie! Jeśli tak jak my macie małe tornado w domu, próbujcie…:) Ale nic na siłę, wszak celem jest zachęcenie dzieci do gór a nie ich zniechęcenie. NIe martwcie się jeśli przejdziecie tylko kawałek trasy, grunt aby było to pozytywne przeżycie połączone z zabawą z dorosłymi czy innymi dziećmi. 

Z naszego doświadczenia oraz obserwacji wśród znajomych mogę powiedzieć, że sporo dzieci w wieku około 4 lat spokojnie poradzi sobie z wieloma trasami. Paradoksalnie czasem te łagodne płaskie są dla dzieci nudniejsze niż te w naszej ocenie trudne z wybojami. Chyba chodzi o to aby trasa była urozmaicona płynący strumyk, mostki, schody czy kamienie zawsze będą świetną atrakcją. Naszym przeciwnikiem jest monotonia i nuda. 

Towarzystwo innych dzieci

Kolejnym ważnym elementem jest motywacja. I tą daje przede wszytskim towarzystwo innych dzieci. Polecam namówić przyjaciół czy kuzynów na wspólny wypad. My odnaleźliśmy ludzi o podobnych zainteresowaniach w przedszkolu. W taki oto sposób czasem ruszamy w dwie albo trzy rodziny z czego robi się grupa około 10 osobowa, a czasem w 6 rodzin i wówczas idziemy prawdziwą gromadą w 20 osób. Jeśli nie macie w swoim otoczeniu takich ludzi warto poszukać ich na różnego rodzaju grupach facebookowych. Myślę, że warto przełamać lody a przy okazji poznać ciekawych ludzi. Dzieci na wspólnej wyprawie biegają, gadają, znajdują patyki, grzebią w błocie, szukają robali, zbierają kamyki, wrzucają liście do potoku, ścigają się i znajdują wiele innych sposobów aby urozmaicić sobie zupełnie naturalnie czas.

Motywacja

Gdy trasy są nudne, monotonne lub trudne i nadchodzą kryzysy wymyślamy zabawy np. Kto znajdzie złamane drzewo, albo największą szyszkę, jeśli na trasie są kamienie włączamy „tryb kozicy”, jeśli ktoś upadnie „łapiemy zająca” i zbieramy je na obiad, gdy jest zima śledzimy ślady w śniegu, szukamy zwierzaków i wyobrażamy sobie kto mieszka w górach, albo skąd się wzięło tyle błota….Czasem „tankujemy” dzieci nawet czekoladką, która dodaje super mocy. Tu już wiele zależy od Waszej wyobraźni oraz zainteresowań dziecka. 

Odpowiednia odzież

Ostatnią kwestią, którą mogłabym tu poruszyć jest odpowiednia odzież. Mały szkrab okutany w kilka grubych warstw, będzie się szybko męczył. Pamiętajmy aby dostosować ubranie do pogody, w szczególności jesienią czy zimą. Pamiętajmy, że dzieci mają mniejsze od nas ciałka, do tego są w ciągłym ruchu, dlatego tak ważne jest aby zapewnić im komfort i swobodę ruchów. Nam świetnie sprawdza się odzież termiczna czy specjalne sportowe polary czy kurtki. Naprawdę warto w to wszystko zainwestować i mieć spokój. Polecam też przetestować taką odzież na sobie wówczas zrozumiecie, że rozebranie dziecka w grudniu do odpowiedniego polara pod, którym dziecko ma odzież termiczną będzie dobrą decyzją. My również stosujemy metodę na cebulkę i zawsze mamy odrobinę przestrzeni w plecaku. Zanim się rozkręcimy jesteśmy grubiej ubrani, potem w zależności od pogody ściągamy poszczególne warstwy. Zawsze mamy też w lecie butle z wodą i coś na przekąskę, a zimą i jesienią dwa termosy z ciepłą herbatą. Czasem korzystamy z obiadów w Schronisku, ale często też mamy swój prowiant; kanapki, tortille, kiełbaskę albo kotleciki z kurczaka, które podgrzewamy nad ogniskiem.