Pierwszy raz kamperem - CZĘŚĆ I

Pierwszy raz kamperem - CZĘŚĆ I

DOM NA KÓŁKACH

Pierwszy raz kamperem

W tym roku zdecydowaliśmy się na wakacje w kamperze. Dodam, że w przeszłości mieliśmy tylko sporadyczną styczność z noclegami w namiotach czy pod chmurką, nie mówiąc o tym, że nigdy nie spaliśmy ani w przyczepie, ani w kamperze. I właśnie z perspektywy laika chcielibyśmy w kilku słowach opisać naszą tegoroczną przygodę. 

Wygody i niewygody kampera

Przyznam, że w przeszłości marzyłam o podróży przez Stany Zjednoczone kultowym „ogórkiem”… jednak z wiekiem zaczęłam doceniać wygody apartamentów…komfortowa łazienka, kuchnia i wygodne łóżko….no właśnie tego wszystkiego raczej w kamperze mieć nie będziecie..:) Ale o tym za chwilę… jak możecie się domyślić głównym inicjatorem pomysłu był męski przedstawiciel naszego stada…Przedstawiciel napalił się do tego stopnia, że nie chciał słyszeć o niczym innym..zupełnie nie docierało do niego, że za pieniądze wydane na wynajem kampera, noclegi (parcele) i benzynę… moglibyśmy spędzić luksusowe wakacje na Balii czy w innym egzotycznym miejscu…Cóż było robić, zgodziłam się …i tak oto wynajęliśmy 10 letniego Forda Transit

Podróże w czasie pandemii czy można wyjechać za granicę?

Był wrzesień 2020…jak wiadomo na świecie grasował koronawirus i wszyscy straszyli nas, że nigdzie nie dojedziemy, albo już nigdy nie wyjedziemy z kraju, który obraliśmy sobie za cel albo zrealizujemy jakiś inny katastroficzny scenariusz…Z uwagi na fakt, że zachorowań w tamtym okresie było relatywnie mało, zaryzykowaliśmy. I dobrze, bo przejechaliśmy przez pięć różnych krajów bez absolutnie żadnych obostrzeń…w zasadzie poza Chorwacją, nie musieliśmy nawet pokazywać dowodów. Dostosowaliśmy się jednak do panującej sytuacji i zrezygnowaliśmy z dojazdu do Grecji, gdzie na 72 godziny przed wjazdem trzeba było zrobić testy i zapłacić za całą rodzinę bagatela 1500 zł.

Jak wygląda 10 letni kamper?

7 września nadszedł dzień startu…po obejrzeniu wielu filmików kamperowców z miłym podkładem muzycznym..zaskoczyło mnie to, że cała ta machina skrzypi i piszczy przy każdym zakręcie….Z lekkim niepokojem odwracałam się do tyłu, gdzie nasz pierworodny siedział pod szafkami, w których przewalały się naczynia…Pomimo, że najem kampera nie należy do najtańszych, auto z 2010 roku przeznaczone na najem jest już naprawdę naddarte przez ząb czasu. Niektóre szafki się nie otwierają, inne skrzypią boleśnie, co chwilę istnieje ryzyko, że coś gdzieś odpadnie …za co gorsza grozi odebranie kaucji. Silnik naszego auta brzmiał jak silnik podmiejskiego busiarza…(nie wiem czy kojarzycie te małe busiki, w których napchane jest mnóstwo foteli, reszta ludzi stoi…a busik pod górkę wydaje takie dźwięk, że nie wiadomo czy da radę czy nie….)

Awaria kampera numer 1

Tak oto ruszyliśmy, aż gdzieś na terenie Słoweni stwierdziliśmy, iż dźwięk naszego silnika brzmi coraz gorzej….wysłaliśmy film do właściciela kampera z nagraniem… ten po krótkiej konsultacji z mechanikiem… uznał, że to raczej „naturalne” dźwięki tak dużego auta. „Jestem przekonany, że wszystko jest ok. Szerokiej drogi.” - brzmiał sms…pomimo, iż ewidentnie coś dziko zawodziło przy wrzucaniu biegów. Tak oto 5 km dalej nasze auto rozkraczylo się na autostradzie…gdzieś w Słowenii. W zasadzie wyglądało to jakby skrzynia się zepsuła, bo drążek zupełnie nie był w stanie wrzucić żadnego biegu. Jak się potem okazało rozwaliła się skrzynia biegów oraz sprzęgło….tak oto z egzotycznych wakacji w Chorwacji wylądowaliśmy w małej górskiej miejscowości, o której prawdopodobnie w życiu byśmy nie usłyszeli… Pierwszy serwis do, którego odholowali nas po godzinie oczekiwania na pomoc, stwierdził, że naprawa zajmie im 2 tygodnie….Chyba nasze miny i żałosny wygląd wzbudziły litość laweciarza, który podzwonił po kilku zaprzyjaźnionych serwisach i znalazł mechanika, który zdeklarował się zrobić wszystko szybciej..

Pierwszą noc spędziliśmy jeszcze w kamperze na parkingu pod stacją naprawczą, bo mechanicy skończyli pracę o 16.00… Kolejnego dnia zajęli się diagnozą, to wówczas okazało się, że skrzynia biegów jest kompletnie rozsypana. Donośne „k..””k…” słyszeliśmy po drugiej stronie słuchawki przekazując „dobre” wieści właścicielowi…Wycena 3 500 tyś euro…wprawdzie za wszystko ale to i tak około 16 000 tyś. polskich złotych……W czasie naprawy zajęliśmy się przymusowym zwiedzanim na prawdę ładnej miejscowości Celja na Słoweni…O czy może w osobnym artykule. 

Naprawa awarii kampera

Problemem tak wysokiej ceny był fakt, że Słoweńcy obdzwonili całą okolicę i niestety nie byli w stanie zapewnić nam używanej tańszej skrzyni biegów w przeciągu najbliższych przynajmniej dwóch tygodni. Jedyne co mogli zrobić, to zamówić nową. Wówczas duże chapeau bas dla właściciela, który w przeciągu kilku godzin zdobył używaną skrzynię biegów w Polsce, wsiadł w auto…i przywiózł ją nam o 4 nad ranem…(jestem mu za to niezmiernie wdzięczna, choć przypuszczam, że byłą to również troska o własny portfel). Możecie sobie tylko wyobrazić minę mechanika, kiedy mój mąż przytargał mu skrzynię biegów o 8.00 rano kolejnego dnia….Dosłownie zbierał szczękę z podłogi..:) Tak oto Słoweńcy jeszcze w piątek spięli się specjalnie dla nas i naprawili auto (koszt całkowity około 8 tyś zł - dla ciekawych ok 3 tys. zł. za skrzynię, 1,5 euro za sprzęgło i robocizna). Tak czy siak sporo, ale to i tak lepiej niż 16 tysięcy. Dodam jeszcze, że we wrześniu 2020 z uwagi na obostrzenia związane z pandemią koronawirusa obywatele Polski mogli spędzić w Słowenii tylko 12 h…nam właśnie mijała 3 doba….więc przekraczając granicę mieliśmy lekką tremę…o dziwo jednak nikt nawet nas nie skontrolował….

Awaria kampera numer 2

Słoweńcy się naprawdę spięli, ale w pośpiechu chyba czegoś nie dokręcili i nie wiem czy uwierzycie, ale parkując kampera na parceli, sprzęgło zostało już na podłodze…Nieco podłamani…trip miał przecież prowadzić wzdłuż chorwackiego wybrzeża, a nie kończyć się na Istrii zaczęliśmy jednak zmieniać perspektywę i doceniać fakt, iż nocujemy jednak w ładnym miejscu a nie na stacji naprawczej…a w zasadzie pod stacją naprawczą. 

Ta naprawa okazała się jednak błahostką, bo polegała na wciśnięciu jakiejś rurki do układu hydraulicznego, kosztowało nas to dodatkowe 25 euro…mąż zaczął wówczas podważać swoje wybory życiowe i kwestionować przydatność swojego zawodu informatyka…Nie muszę chyba dodawać, że jako baba kompletnie straciłam zaufanie do tego ustrojstwa i zaczęłam modlić się na każdym zakręcie, a każdy szmer silnika diagnozowałam jako zepsutą uszczelkę, łożysko, dwumasę, głowicę albo sprzęgło…tak… ja też się nieco wydeukowałam w tej materii…Potem było już tylko lepiej, ale w drodze powrotnej czekała nas jeszcze jedna awaria numer 3..o czym może w osobnym artykule.

Miejsca