Spać na dziko czy na kempingu kamperem?

Spać na dziko czy na kempingu kamperem?

kemping czy na dziko?

Spać na dziko czy na kempingu kamperem?

Są kraje, w których kamperowanie na dziko jest niezgodne z prawem. Takim sztandarowym przykładem jest Chorwacja, której niemal całe wybrzeże pokrywają kempingi w bardzo dobrym standardzie, natomiast za nocleg na dziko możemy zostać ukarani wysoką grzywną. W sumie w przypadku niektórych popularnych krajów ciężko się temu dziwić, w wysokim sezonie niektóre miasta przeżywają prawdziwe oblężenie, nielimitowany wjazd kamperów i przyczep prawdopodobnie sparaliżowałby życie zarówno mieszkańców jak i turystów. 

W opozycji znajdują się państwa gdzie kamperowanie jest dozwolone lub po prostu nie ma zakazu parkowania kamperów w mieście czy na plażach. Takim przykładem jest Grecja, gdzie i owszem można zaparkować auto niemal na samej plaży, ale wystawienie stolików i krzesełek może być już potraktowane przez policje jako niezgodne z prawem. Dlatego część osób parkuje samochody i oddala się nieco od nich ze swoimi leżaczkami. Wszystko również zależy od miejsca, turystyczne plaże są sporadycznie patrolowane przez policję, natomiast te najdziksze w zasadzie mało komu wadzą i tam można już podejść do tej kwestii luźniej. My w turystycznych kurortach zazwyczaj parkujemy kampera, zbieramy rzeczy na plaże i się od niego oddalamy, wpadając ewentualnie na obiad. Jeśli śpimy na dziko, na dzień rozkładamy kocyk, stolik czy leżaki, które jednak na noc chowamy, a w najgorszym przypadku po prostu składamy i wsuwamy pod samochód. Nigdy jednak śpiąc na dziko nie zdecydowaliśmy się na pełen pakiet typu rozwinięcie markizy czy rozłożenie przedsionka, to również kwestia naszego stylu podróżowania czyli częstego przemieszczania się z miejsca na miejsce. 

Największym benefitem kempingów są sanitariaty i to właśnie dla nich ludzie najczęściej zjeżdżają na nocleg. Jeśli jednak w danym kraju mało jest kempingów albo mają niski standard, wówczas zasadne może być spanie na dziko. Dochodzi oczywiście jeszcze kwestia oszczędności i wówczas jeśli zależy Wam na budżetowych wakacjach to również warto to rozważyć. Dla mnie największym benefitem spania na dziko są piękne miejsca, spooookój i wolność….Paradoksalnie w co po niektórych krajach zdarza się, że to na kempingach doświadczycie spotkań z hałaśliwymi nacjami albo sąsiadami zakłócającymi ciszę nocną, o czym możecie przeczytać TU.

Ja bardzo lubię ten moment kiedy zjeżdżamy z głównej drogi i małą ścieżką dojeżdżamy do jakieś przepięknej plaży. Zazwyczaj inni kamperowcy już tam są, ale odległości są znacznie większe niż na parcelach. Ja mam zawsze poczucie, że należymy do takiej społeczności ludzi, którzy lubią wolność, spokój, piękne widoki ale też innych ludzi – wszystko jednak na własnych zasadach. O dziwo dotychczas doświadczyliśmy tylko wyższej kultury właśnie w takich miejscach niż na kempingach.

Przy obozowaniu na dziko jednak trzeba się troszkę wysilić – głównym problem jest woda i kasetka z fiołkami. Niektóre kampery wyposażone są w kilka baków na wodę, reszta ludzi zazwyczaj ma jakąś naprawdę duuużą konewkę. Tu już zaczyna się wyższa szkoła jazdy trzeba nauczyć się pozyskiwania słodkiej wody z jakiś miejskich punktów,  pryszniców przy plażach, studniach etc.. Oczywiście długi prysznic nie wchodzi w grę bo generuje sporo problemów, nie dość, że trzeba zdobyć nową wodę, to jeszcze coś trzeba zrobić z szarą. A zatem szarą wodę ludzie zlewają do studzienek, bądź w wyznaczonych do tego miejscach. Niestety sporo jest też osób, które pozbywają się jej gdzie bądź, co niestety kreuje negatywny PR kamperowcom. Szara woda głównie ta z mytych naczyń generuje kiepski zapach. Pozostaje toaleta…, którą wypadałoby opróżnić w toalecie chemicznej w tym celu jednak wypadałoby jednak zjechać na kemping i uiścić jakąś opłatę. Jak Wam się poszczęści w okolicy może będzie stał TOI TOI, w trasie zapewne skorzystacie ze stacji benzynowej opcjonalnie łazienki w restauracji. Dlatego jak się można zorientować po miejscach na dziko, większość ludzi idzie w krzaczki. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie syf, który ludzie za sobą zostawiają. Chodzi o wszechobecne chusteczki i kupki...jeszcze gdyby ludzie używali po harcersku saperek – wykopali dołek, a potem zakopali byłoby to do przyjęcia...ale w obecnym stanie rzeczy często gęsto jest kiepsko. Dorośli jakoś dadzą radę, ale dzieci czasem potrzebują większego komfortu, słyszałam o rozwiązaniach na kupkę do wyłożonego woreczka w toalecie kamperowej, którą potem łatwo wyrzucić do kosza itp. No więc właśnie żeby być takim pełnoprawnym dzikusem trzeba się na tym troszkę znać i umieć ogarnąć podstawowe sprawy, niezbędne do funkcjonowania kamperowego życia.

Gdyby nie fakt, że mamy naprawdę małą łazienkę, a woda tak szybko się kończy i nie zawsze jest dostęp do słodkiej wody pitnej, najchętniej spałabym głównie w dzikich pięknych miejscach (ok przyznaję zajęło mi trochę wyluzowanie, na początku spanie z rodziną po ciemku w krzakach gdzieś na końcu świata poza pięknym pejzażem zarwało mi parę nocy…)….Ale póki co uprawiamy wakacje hybrydowe ….1-2 dni na kempingu i 2-3 na dziko (proporcje się zmieniają) – ja jeszcze potrzebuję skorzystać z długiego prysznica….załatwić potrzeby w relatywnym komforcie… napełnić bak ...czy po prostu skorzystać z uroków kempingów, szczególnie tych przyjaznym rodzinom z dziećmi, które wyposażone są w zjeżdżalnie, podgrzewane baseny, często łatwo tam o nowe znajomości, które jako rodzice jedynak bardzo doceniamy. Tak do pełnoprawnego dzikusa jeszcze mi daleko, ale kto wie :).